Relacja - Ryucon Open Air 2021

Powrót do relacji

Tegoroczny Ryucon, w związku z sytuacją pandemiczną, został zorganizowany w sposób jedyny w swoim rodzaju – w całości na zewnątrz. ‘Conplace’ znajdowało się nad Zalewem Nowohuckim, a dokładnie — na terenie ośrodka sportowego Wandzianka, w Krakowie. Impreza odbyła się w weekend 11-12 września, po blisko dwuletniej przerwie od ostatniej imprezy tej samej ekipy organizatorskiej (Xmascon 2019).
W przypadku tej edycji konwentu FUN Cube miało do pokonania wiele trudności — wciąż panuje zagrożenie spowodowane przez Covid-19, rozpoczął się rok szkolny w 'tradycyjnym’ trybie, nie wspominając o typowo jesiennej pogodzie pod koniec lata. Zmierzając na miejsce, zastanawiałem się, w jaki sposób organizator poradzi sobie z tymi, a także mniej oczywistymi wyzwaniami.

Delikatne kłopoty pojawiły się przy okazji próby odnalezienia wejścia na teren konwentu. Przez to, że nie było dedykowanych miejsc parkingowych, trzeba było szukać ich w okolicy. To natomiast nie zawsze gwarantowało szybkie odnalezienie dobrej drogi na miejsce, gdyż nie z każdej strony była ona oznakowana. Oczywiście, dotyczyło to jedynie zmotoryzowanych uczestników imprezy — dla konwentowiczów wybierających transport publiczny nie miało to większego znaczenia. Do Nowej Huty można było dojechać z dworca jedną z dwóch bezpośrednich linii tramwajowych, albo z innych rejonów autobusem (w tym jedną przyśpieszoną linią). Pod tym względem można powiedzieć, że dzielnica była całkiem dobrze skomunikowana, ale faktyczny stan infrastruktury transportu publicznego jak i częstotliwość połączeń pozostawiał wiele do życzenia. Najbardziej dotkliwie dało się to odczuć w sobotę wieczorem. Warto nadmienić, że organizator rzecz jasna nie odpowiada za stan dróg i torowisk w Krakowie - notka ta jest dedykowana dla potencjalnych uczestników następnej edycji planujących transport na conplace (jeśli FUN Cube zdecyduje się kontynuować Ryucon w tej formule).

Akredytacja wyglądała prawie w ten sam sposób co przed pandemią — nie zabrakło stałych elementów takich jak 'kolejkon’ (który swoją drogą był stosunkowo niewielki), a po 'odstaniu swojego’ uczestnik otrzymywał identyfikator i opaskę na rękę. Kolory opasek pozwalały stwierdzić, na ile dni ktoś miał wykupiony bilet. Właściwie jedyną zauważalną różnicą był brak typowego informatora — planu atrakcji oraz całościowej mapy conplace. Ich brak okazał się problematyczny, ponieważ oznakowanie namiotów z atrakcjami pozostawiało wiele do życzenia. Brak mapy doskwierał zdecydowanie mniej niż rozpiski prelekcji — teren wydarzenia był niezwykle mały, przejście wzdłuż i wszerz zajmowało raptem 15 minut. Dla jasności — brakowało jedynie papierowych egzemplarzy — informator wraz z mapą w formie cyfrowej zostały udostępnione na profilu wydarzenia na Facebooku. Nasi redaktorzy nie mieli najmniejszego problemu z dostępem do rzeczonych materiałów — przed wyprawą na konwent staramy się odrobić 'zadanie domowe’. Niemniej, z naszych obserwacji i po rozmowach z uczestnikami odnieśliśmy wrażenie, że panuje lekkie zamieszanie. Nie powinno dziwić, że konwentowicze momentalnie uciekli się do przekazywania informacji pocztą pantoflową. Mając to wszystko na uwadze, ciężko jednoznacznie stwierdzić czy był to plus, czy minus. Z jednej strony mamy bardzo fajny krok w kierunku bycia bardziej eko i rozmów face-to-face, z drugiej — wykonanie mogło być znacznie lepsze.

Na terenie wydarzenia można było zauważyć ratowników medycznych, a także ochronę, choć ta głównie swój czas spędzała w miejscu akredytacji. Organizator zadbał o toalety dla uczestników, chociaż nie mogłem pozbyć się wrażenia, że było ich za mało (drobne kolejki były widoczne, ale obyło się bez 'incydentów’). W środku toalet było przeważnie czysto, chociaż kosze mogły być opróżniane znacznie szybciej — po przepełnieniu nieczystości lądowały na podłodze. Na terenie faktycznego konwentu nie brakowało koszy na śmieci i muszę przyznać, że uczestnicy i helperzy całkiem nieźle zadbali o porządek.

Na konwencie było momentami zbyt głośno. Zdarzało się, że odległości między atrakcjami były niewystarczające i dochodziło do zagłuszania się ich nawzajem. Dotyczyło to między innymi rozgrywek w Mafię zlokalizowanych w pobliżu stanowiska Ultra Star, czy też namiotu prelekcyjnego położonego niedaleko głównej sceny. Czasami nie byłem w stanie pozbyć się wrażenia, że impreza żyje własnym życiem. Oczywiście, za tym stwierdzeniem może kryć się wiele dobrych i złych rzeczy, ale mi głównie chodzi o delikatny brak ręki organizatorskiej nad pewnymi sferami tego przedsięwzięcia. Mam na myśli głównie sytuacje, których niejednokrotnie sam byłem świadkiem — helperzy, czy wręcz sami uczestnicy starający się własnoręcznie ogarnąć wydarzenie 'ad hoc’. Dobrym przykładem takich problemów może być niewystarczająca liczba stołów dla Wystawców. Konwentowe szpeja zawsze cieszą oczy, ale rozkładanie stoisk na ziemi to trochę zbyt niski poziom. Teoretycznie nie ma w tym nic złego — można założyć, że konwent miał formułę wyprzedaży garażowej. Niemniej, takie założenie powinno zostać przez kogoś wyartykułowane, a w związku ze średnim przepływem informacji i ogólnym konwentowym zamieszaniem jestem prawie pewien, że 'bazar’ Open Air nie był oryginalnie planowany. Zaistniała sytuacja została odebrana bardzo chłodno przez wystawców, jak i samych uczestników i bez wątpienia jest to coś, nad czym można popracować w kolejnej edycji.

Pomimo powyższych problemów organizacyjno-technicznych, sam pobyt na konwencie był bardzo przyjemny. Chciałoby się napisać, że socjal po raz kolejny uratował imprezę, ale szczerze mówiąc byłoy to dosyć spore nadużycie. Ryucon Open Air był dla wielu osób (w tym dla naszej redakcji) pierwszym wydarzeniem manga-anime po pandemii. Frekwencja dopisała jak na lokalny charakter wydarzenia, a dodatkowo pomogła mu wspaniała pogoda i genialna lokalizacja obok malowniczego Zalewu Nowohuckiego.

W relacji muszę wspomnieć również o ofercie gastronomicznej, która okazała się ponadstandardowa. Oprócz zapiekanek czy hamburgerów uczestnicy mieli do wyboru stoisko z sushi, Bubble Tea, a pełnoletni konwentowicze mogli skorzystać z oferty niewielkiego ogródka piwnego. Chętni na inne smaki mogli wybrać się na spacer poza teren konwentu, aby odnaleźć kilka food-trucków z pokaźną ofertą posiłków. Niestety, nie byli w żaden sposób na nie nakierowani, więc bez uprzedniej wiedzy o ich istnieniu nie dało się do nich dotrzeć. Mimo wszystko uważam to za świetny ruch i dobre wykorzystanie charakterystyki wydarzenia Open Air.

Jednym z kluczowych momentów konwentu był konkurs cosplay, który jak zwykle zebrał wielu obserwatorów. Został on zrealizowany w sposób bardzo profesjonalny, a za jego organizację odpowiadała znana przez wielu cosplayerka Shappi. Na scenie swoje stroje zaprezentowali wszyscy uczestnicy, oświetlenie, jak i nagłośnienie działały bez zarzutu, odbył się on bez większych utrudnień. Niestety, przez brak planu na miejscu, godzina rozpoczęcia konkursu nie była znana, ponadto nie było informacji o żadnych zmianach programowych. Jedynym rozwiązaniem było orientować się na bieżąco. Konkurs trwał stosunkowo krótko — jeśli ktoś postanowił w tym czasie zrobić coś innego, mógł bez cienia przesady ominąć całą atrakcję.

Ryucon 2021 był imprezą bardzo ryzykowną dla organizatorów, ale mimo to zdecydowali się podjąć wyzwanie. Uważam, że należy im się za to spory szacunek — konwent miał sporo niedociągnięć, ale koniec końców odbył się i sprawił uczestnikom wiele radości. Każdy uczestnik na swój własny indywidualny sposób stęsknił się za takimi imprezami — jedni łzawo i gwałtownie, inni udawali twardych do samego końca. Konwent był kameralny, ale nikomu nie przeszkadzało to w dobrej zabawie. Uważam, że jak na eksperymentalną formę konwentu FUN Cube poradzili sobie dość dobrze, a z konwentu wyniosłem bardzo dużo miłych wspomnień. W całej mojej konwentowej karierze było to pierwsze wydarzenie zorganizowane w całości na świeżym powietrzu, dlatego jest mi szalenie trudno wystawić mu jakąś przekonującą ocenę. Na podstawie wszystkiego, co widziałem i jak najwierniej oddałem w tej relacji, zdecydowałem się na 7/10. Z niecierpliwością czekam na kolejną imprezę od FUN Cube, czy to na świeżym powietrzu, czy po powrocie do normalności :)

Dabutsu

Powrót do relacji