Relacja - Xmascon 2019

Powrót do relacji


Organizatorzy długo nie dawali znaku życia, ale jednak, 14-15 grudnia odbył się wyczekiwany przez wielu konwent w Krakowie, Xmascon. Impreza początkowo zapowiadała się na typowe wydarzenie robione na ostatnią chwilę. Czy zdołała zaspokoić nienasycone serca fanów?

Po tym, jak letnia edycja konwentu FUN Cube (Ryucon) w ogóle się nie odbyła, ludzie stracili wszelkie nadzieje względem Xmasconu. Wtem, dokładnie 31 października, półtora miesiąca przed samą imprezą organizator ogłosił dokładny termin konwentu. Wcześniej panowała cisza, a wszelkie pytania pozostawały bez odpowiedzi. W mediach społecznościowych pojawiały się przeróżne plotki i ploteczki, a wszystko kręciło się wokół braku miejsca, w którym można byłoby przeprowadzić świąteczne wydarzenie. Wszystko wskazywało na to, że wcześniejsza lokalizacja nie wchodzi w grę, stąd losy Xmasconu 2019 wisiały na włosku. Wygląda jednak na to, że poszukiwania nowej siedziby okazały się bardzo owocne i tak uczestnicy mogli 14 grudnia przybyć do Szkoły Podstawowej nr 61 w Krakowie, przy ul. Popławskiego 17. Od 31 października ruszyła lawina zgłoszeń na helperów, atrakcje, wystawców oraz do konkursu cosplay. Dali radę? Tak. Były problemy? Tak.

Pierwszym utrudnieniem okazał się sam zakup biletów oraz sprawa związana z noclegiem. System NAGATO (znany również z innych konwentów) w którymś momencie odmówił posłuszeństwa, tak samo, jak formularze zgłoszeniowe. Uczestnicy, mimo wpłacenia pieniędzy, stosunkowo długo nie otrzymywali informacji zwrotnej czy ich bilet został opłacony, czy nie. Problem na szczęście dość szybko został rozwiązany, jednak część osób, na wszelki wypadek, musiała zaopatrzyć się w potwierdzenie wpłaty. Natomiast aby móc korzystać ze sleepa, trzeba było dopłacić 5 zł. Ostatnio coraz więcej organizatorów narzuca dodatkowo płatną możliwość przenocowania w trakcie wydarzenia. Jest to zrozumiałe rozwiązanie, zważywszy na to, że nie wszyscy uczestnicy potrafią odpowiednio się zachować i pozostawiają po sobie bałagan oraz, w skrajnych przypadkach, uszkodzone mienie szkoły. Jednak problem pojawił się w momencie, w którym FUN Cube ogłosiło informację o ograniczonej liczbie miejsc na sleepie oraz poinformowało, że osoby, które będą chciały przybyć z daleka, nie będą mogły przenocować również w piątek.

Kolejną niedogodnością obarczone były atrakcje oraz wystawcy. Wszyscy bowiem mieli bardzo mało czasu na zdecydowanie, czy w ogóle wybierają się na konwent. A jak wiadomo, panele trzeba najpierw przygotować, a stoiska zaopatrzyć w gadżety, drobiazgi czy inne bibeloty, które zainteresują uczestników do ich kupna. Ci, którzy postanowili pojawić się w Krakowie, niemalże do ostatniego dnia czekali na informację, czy ich zgłoszenie w ogóle zostało przyjęte. Stres, zniecierpliwienie oraz zdenerwowanie można było wyczuć wśród komentarzy pojawiających się na głównej stronie wydarzenia. Co więcej, wystawcy nie mogli rozłożyć swoich stanowisk w piątek wieczorem, tylko zostali wpuszczeni w sobotę rano, przed oficjalnym otwarciem. Co skutkowało tym, że na wąskich korytarzach panował tłok oraz niewielki harmider, ponieważ konwentowicze rozpoczęli zwiedzanie, a wystawcy nie skończyli wypakowywania.

Jak wyglądała godzina 0 i jak zaprezentowała się nowa lokalizacja?

Sam dojazd nie okazał się raczej dla nikogo wyzwaniem, a dojście do szkoły proste, jak z bicza strzelił. Kolejka zaczęła się tworzyć tuż przed godziną 8:00, a z minuty na minutę pojawiało się coraz więcej osób. Helperzy podzielili kolejkę na trzy części: środkowa (dla osób, które już mają wykupione bilety), lewa (dla osób, które chcą na miejscu kupić bilet), oraz prawa (dla VIPów, mediów, itp.). Media oraz VIPy miały zostać wpuszczone o godzinie 8:00 (czekali jednak do 8:45), zaś pozostali uczestnicy o godzinie 9:00. Pogoda nie rozpieszczała, było zimno i zaczął padać deszcz. Helperzy chodzili z gorącą herbatą i rozdawali ją chętnym, co było bardzo dobrym posunięciem ze strony organizatorów. Osoby, które posiadały, skryły się pod parasolkami, użyczając schronienia biedakom stojącym najbliżej. W którymś momencie nad kolejką pojawiła się olbrzymia folia malarska. Przed godziną 9:00 otworzono drzwi dla wszystkich. Niestety, okazało się, że wejście dla trzech kolejek jest to samo, a w środku było bardzo wąsko i znajdowało się tylko parę stanowisk. Uczestnicy powoli wlewali się na wąski korytarz, na którym z kolei bardzo szybko zrobił się zator i korek, nim każdy zaczął rozchodzić się w swoją stronę. Wraz z akredytacją ludzie otrzymywali różnokolorowe bransoletki (każdy kolor odpowiadał za inny rodzaj biletu – jednodniowy, dwudniowy ze sleepem, vip), identyfikator ze smyczą oraz informator z mini mapką planem atrakcji. Co zaś się tyczy samych bransoletek, to pod koniec zabrakło niektórych kolorów i rozdawali, jak leci. Warto jeszcze zwrócić uwagę na problem z osobami, które chciały wyjść na dwór. Ochrona nie wypuszczała nikogo głównym wejściem, tylko kazała iść na tyły, przez szatnie, przez co wychodziło się na deszcz po drugiej stronie szkoły i trzeba było przejść przez cały teren, żeby dostać się do znajomych, czekających w kolejce.

Szkoła okazała się… ciasna. Na parterze, zaraz naprzeciwko drzwi, znajdowało się stoisko z Bubble Tea, tak bardzo oczekiwane przez uczestników. Przez co było to najbardziej oblegane miejsce i czasami nawet nie można było przejść dalej. Decyzja organizatorów na ulokowanie obleganego stoiska w tak newralgicznym punkcie (łączącym wystawców, schody oraz główne wejście) tym bardziej może dziwić, gdy weźmiemy pod uwagę niezagospodarowane stoły przygotowane między stoiskami dosłownie kilka metrów dalej. Puste stanowiska czekające na zapełnienie towarem mogliśmy znaleźć również piętro wyżej. Kącik gastronomiczny zdecydowanie był źle rozlokowany oraz wyjątkowo mały, jak na taki konwent i jednak większość chodziła do pobliskiej Żabki albo pizzerii. (Taka ciekawostka, w jednej z pizzerii pracownicy byli w olbrzymim szoku, nie wiedzieli nawet, że takie wydarzenie ma obecnie miejsce i nawet żartowali sobie, że zamówienia na adres szkoły to ich połowa utargu). Na wąskich korytarzach rozłożyli się wystawcy, a w salach lekcyjnych odbywały się panele albo można było np. pograć w planszówki. Całe drugie piętro zaś przeznaczone było głównie jako sleep. Nigdzie jednak nie widać było żadnych oznaczeń i dopiero po dłuższej chwili pojawiły się karteczki z opisami, gdzie, co się znajduje (chociażby podział na łazienkę damską i męską). Czuć było, że wśród helperów panuje zdezorientowanie i nie zawsze wiedzieli, co mają robić. Trzeba jednak przyznać, że kosze były widoczne i wymieniane na bieżąco, dzięki czemu szkoła nie zaginęła zaraz pod stertą brudów. Tak samo w łazienkach starano się, by nie zabrakło papieru oraz by było czysto, oraz schludnie. Niestety, wraz z upływającymi godzinami, malała liczba sprawnych toalet. O samym budynku można powiedzieć jeszcze tyle, że mimo iż korytarze były wąskie, a ludzi sporo, w środku nie panował żaden zaduch. Szkoda jednak, że organizatorzy nie pomyśleli o jakieś świątecznych dekoracjach, które mogłyby wprowadzić uczestników w wyjątkowy nastrój.

Kolejnym problemem była nieaktualna mapka oraz brak sleepu dla mediów. Już na samym początku nikt nie posiadał informacji, w którym pokoju mogą ulokować swoje rzeczy media. I żeby nie było, wyznaję zasadę „koniec języka za przewodnika”, pytając każdego napotkanego helpera po drodze. Nikt jednak nie był w stanie powiedzieć, gdzie powinnam się udać. Na szczęście jakiś dobry chłopak z pokoju dla VIPów zlitował się nad nami i zapewnił nam mały kącik. I tutaj mało pomocna okazała się również mapka konwentu. Oznaczenia w rzeczywistości, a te na informatorze, często ze sobą nie pasowały, co przez pierwsze godziny konwentu powodowało mały chaos (chociażby ze znalezieniem odpowiedniej sali panelowej).

Czymże byłby konwent bez dobrych wystawców? Śmiało można powiedzieć, że na Xmasconie każdy mógł znaleźć coś dla siebie i jeśli tylko posiadał odpowiednią ilość złotych monet, obkupić się na całego. Oczywiście królowały gadżety związane z M&A oraz stanowiska należące do osób zajmujących się rękodziełem. Jak również, nie mogło zabraknąć przedstawicieli polskich wydawnictw mangowych. W Krakowie pojawiło się Waneko wraz ze swoją ofertą oraz panelem tematycznym. Jako Gintama Polska przeszukiwaliśmy każde wiaderko, każdy koszyk, żeby tylko odnaleźć coś z naszej ukochanej serii. I powiem szczerze, dawno tyle pięknych gintamowych rzeczy nie widzieliśmy. Było mnóstwo breloków, kubków, podkładek pod myszki, plakatów, standów, a nawet znalazły się urocze, mięciutkie maskotki do ściskania. Część z tych rzeczy od razu trafiła w nasze łapki.

Wśród zorganizowanych paneli, warto wspomnieć o wiedzówce z openingów oraz endingów. Widać było, jak bardzo prowadzący przygotował się do swojej roli, zapewniającym tym samym dużo dobrej zabawy dla wszystkich.

1) Prowadzący panel poprosił uczestników, aby podzielili się na grupy czteroosobowe.

2) Jedna osoba w drużynie wchodziła na specjalnie przygotowaną stronę i wybierała miejsce wydarzenia – Xmascon.

3) Drużyna „rejestrowała” swoją nazwę na stronie.

4) Potem puszczana była muzyka kilkanaście sekund, w tym czasie każda drużyna mogła wpisać na telefonach -anime, - tytuł/autora i wysłać na serwer strony.

5) Za zgadniecie dobrze samego anime każda drużyna otrzymywała “główny” punkt. Jeżeli zaś podała bardziej szczegółowe dane, zyskiwała “dodatkowe punkty”. Prowadzący miał na swoim laptopie odpowiedzi drużyn, ręcznie je sprawdzał i wpisywał punkty.

6) Wygrywała drużyna mająca najwięcej głównych punktów. Jeśli byłby w remis, wtedy decydowałyby „dodatkowe punkty".

7) W ten sposób każda drużyna miała szansę się bawić, a nie tylko najszybsze, stare wygi konwentowe znające każde anime.

Najważniejszym punktem konwentu był oczywiście konkurs cosplay oraz wigilia połączona z balem. Sam konkurs cosplay został zorganizowany na wysokim poziomie i przeprowadzony całkiem sprawnie. Nie obyło się bez krótkiego, raptem kilkuminutowego, opóźnienia. A podczas jednego czy dwóch występów doszło do małych potknięć na scenie. Każdy uczestnik konkursu zaprezentował efekt swojej ciężkiej pracy, za co został nagrodzony brawami, a jury wybrało swoich faworytów. Myślę jednak, że śmiało mogę powiedzieć, iż organizator stanął na wysokości zadania i poradził sobie śpiewająco. Zaraz po konkursie rozpoczęła się Wigilia, na której każdy otrzymał czerwony barszcz z uszkami, znak rozpoznawczy na każdym Xmasconie. Po całym konwencie rozniósł się przepyszny zapach, przywodzący na myśl kuchnię jak u mamy. Niemalże wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że barszczyk smakował wybornie. Uczestników przywitał utwór „Jingle Bells” w stylistyce nightcore i rozpoczęła się dyskoteka. Każdy, kto chciał, mógł wejść na scenę i tańczyć. DJ imprezy, jeden z organizatorów, bardzo entuzjastycznie prowadził całą imprezę. Uczestniczył w niej aktywnie, tańczył i śpiewał, widać było, że bawi się równie dobrze, co reszta uczestników. Na początku cała sala była pełna, jednak z czasem ludzie zaczęli się rozchodzić. Bal zakończył się klasyczną belgijką.

Czy więc Xmascon, który nagle wyskoczył jak Filip z konopi i wbił się w konwentowy harmonogram, zdołał dorównać swoim wcześniejszym edycją?

Organizatorzy mieli spory problem z przeprowadzeniem konwentu na ostatnią chwilę. Pojawiło się wiele wpadek, które można było uniknąć na samym początku, albo lepiej dopracować, gdyby tylko był na to czas. Zrezygnowali ze świątecznych dekoracji, a ciasne korytarze niekiedy zamieniały się w drogi bez przejścia. Jednak udało im się zachować miłą oraz rodzinną atmosferę, a na twarzach uczestników nie sposób było nie zauważyć uśmiechów oraz zadowolenia. Bądź co bądź, wielu z nich czekało na Xmascon z utęsknieniem. Jako Gintama Polska cieszymy się, że mogliśmy wziąć udział w tym wydarzeniu i razem z nimi na nowo przeżywać pozytywne wibracje oraz spotkać się z wieloma osobami i zamienić z nimi kilka zdań. Xmascon zdecydowanie dał radę i dorównał swoim wcześniejszym edycjom.

~Katsura

Powrót do relacji