Relacja - Gakkon Świąteczny 2019

Powrót do relacji


Świąteczny szał już na dobre się zaczął, dla naszej redakcji jego początkiem był konwent Gakkon 6 – Edycja Świąteczna, który odbył się 6-8 grudnia w Zespole Szkół Ogólnokształcących Nr 1, Ul. Czajkowskiego w Łodzi. Czy uzyskano świąteczny klimat? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w niniejszej relacji!

Zacznijmy od tego, że po wejściu na teren konwentu bardzo miłą niespodzianką była szybka i sprawna akredytacja. W tym samym miejscu, w którym była akredytacja, swoją “siedzibę” zrobili sobie helperzy, medycy i ochrona, było to bardzo korzystne, gdyż w razie potrzeby nie było problemu z uzyskaniem pomocy. Dużym plusem były stroje kadry oraz helperów - mieli na sobie czapki mikołaja, oraz czerwone pelerynki z białym puszkiem przy brzegach, co wyglądało bardzo uroczo!

Uczestnicy przy akredytacji dostawali bransoletkę, identyfikator na smyczy bądź wstążce i informator konwentowy. Do tego przy zakupie biletu trzydniowego można było dostać urocze pocztówki z maskotkami konwentu! Za możliwość nocowania na konwencie nie trzeba było dodatkowo płacić - bilet trzydniowy uprawniał do tego każdego uczestnika. Miejsc do spania było sporo, oprócz głównej sali udostępniono również mniejsze sale na wyższych piętrach, dzięki temu nie było aż takiego tłoku jak na poprzedniej edycji i można było bez większego problemu się wygodnie rozłożyć.

Lokalizacja konwentu była bardzo dobra! Można było się tam bardzo łatwo dostać ze stacji Łódź Widzew, co z pewnością było atrakcyjne dla osób dojeżdżających z dalszych zakątków Polski! Do tego sama szkoła prezentowała się dobrze, oprócz tego, że była dość duża i przestronna to została jeszcze adekwatne udekorowana, niektóre z dekoracji były bardzo kreatywne (np. już całkiem sławna świąteczna toaleta). Nawet zadbano o to, aby nikt nie zamarzł, temperatura w budynku była idealna i na szczęście nie było duchoty. Będąc w budynku, dość rzadko można było doświadczyć tłoków, zdarzało się to jedynie przy wystawcach, momentami wręcz można było doświadczyć czegoś totalnie przeciwnego – totalnej pustki.

Jeśli chodzi o względy sanitarne, to było z tym naprawdę dobrze. Nie było żadnych problemów ze znalezieniem kosza na śmieci, nie ważne, w której części szkoły się było, również nie było sytuacji, w których można było znaleźć śmieci walające się po korytarzach.

Teraz pojawia się bardzo ważne pytanie “czy w takim razie toalety były okej?” *dramatyczna pauza* Odpowiedź na to pytanie brzmi następująco… Tak! Były naprawdę dobrze zadbane a do tego regularnie kontrolowano ich stan i uzupełniano wszelkie braki!

Kolejne ważne pytanie to “czy były prysznice i czy ludzie z nich korzystali?” *kolejna dramatyczna pauza* Tak, były i chyba ludzie z nich korzystali, bo dało się oddychać i to nawet na sleeproomie! Głównym minusem pryszniców był brak jakichkolwiek zasłonek, ale dało się to “obejść”.

Co to byłby za konwent, gdyby nie było na nim wystawców? W końcu trzeba wydać gdzieś pieniądze!

Cóż… Na Gakkonie był z tym problem, gdyż wystawców było naprawdę niewielu - nie zapełnili nawet korytarza na parterze. Można było zauważyć, że głównie dominowały stoiska z naklejkami i breloczkami od różnych artystów, bądź rzeczami handmade, nie zabrakło również stoiska z mangami, azjatyckimi przekąskami, czy z podkładkami, kubkami i dakimakurami! Niestety, nie było zbyt wiele rzeczy do oglądania, tak naprawdę wszystko można było zobaczyć już pierwszego dnia, do tego nie udało mi się znaleźć zbyt wielu rzeczy z Gintamy – w oczy rzuciły mi się tylko poduszki z Gintokim i Hijikatą oraz podkładka z Yorozuyą.

Zdobycie pożywienia nie było ciężkie. Oprócz wcześniej wspomnianych stoisk z różnymi zagranicznymi przekąskami, na terenie konwentu można było znaleźć barek konwentowy, który oferował tosty, zupki chiński i makarony instant, do tego bez problemu można było dostać od nich gorącą wodę. Zaraz obok znajdowało się stoisko z bubble tea - Bubble Tea Yoppo!- niestety, tym razem mieli trochę ograniczony asortyment (co nie zmienia faktu, że herbata i tak była cudowna). Oprócz wyżej wymienionych opcji w samej szkole były jeszcze automaty z różnymi batonikami i napojami. Jeśli ktoś miał ochotę na coś innego, to niedaleko znajdowało się wiele sklepów (np. Żabka, Biedronka itp.).

Program Gakkonu był ciekawy i różnorodny! Oprócz typowo świątecznych atrakcji odbywały się też takie typowo konwentowe. Od godziny 19 w piątek do godziny 15 w niedzielę ciągle odbywały się różnego rodzaju prelekcje, konkursy, jak i warsztaty! Bardzo uroczą atrakcją było dekorowanie pierniczków - dodawało świątecznego klimatu! Na pochwałę zasługuje też prelekcja połączona z koncertem polsko-japońskiego duetu- Pedro Pedrito i Masato Yokoe. Wydaje mi się, że każdemu udało się znaleźć coś odpowiedniego dla siebie. Co zaskakujące, w programie znalazło się miejsce na prelekcje z Gintamy! Wspólnie z Madao poprowadziłyśmy prelekcję - “Humor w Gintamie dla opornych” - był to dość luźny panel na zakończenie konwentu, w którego czasie miło i rodzinnie spędziliśmy czas.

Prelekcje i warsztaty to nie jedyne formy spędzania czasu. Ze stałych atrakcji dostępne były różnorodne gry konsolowe i pc’towe. Niestety zabrakło gier planszowych i papierowych rpg. Na szczęście znalazło się miejsce na Ultrastara, aczkolwiek niektórzy konwentowicze mogli na niego dość mocno narzekać- znajdował się w sali pod jednym ze sleepów.

Oprócz tego świetnym gestem ze strony helprów było zorganizowanie belgijki i innych tańców na ostatnim piętrze szkoły.

Do tego - traktując go jako atrakcję- Mikołaj, który chodził po konwencie i rozdawał rózgi, był strzałem w dziesiątkę!

Jedna z najważniejszych konwentowych atrakcji- Konkurs Cosplay niestety nie odbył się na Gakkonie. Powodem była za mała ilość zgłoszeń. Było to dość zaskakujące, gdyż po samym konwncie chodziło dość sporo cosplayerów. Na szybko zorganizowano konkurs strojów robionych na szybko z materiałów dostępnych na konwencie. Mimo że pomysł był bardzo krestywny, to nie zastąpił tradycyjnego konkursu.

Na konwencie mieli się również pojawić przedstawiciele firmy Wacom wraz z tabletami, które były do zdobycia w konkursie, jednak nie udało im się dotrzeć z powodów organizacyjnych.

Ostatni akapit na pewno należy się Wigilii Konwentowej. Miała miejsce na korytarzu, łączącym segmenty budynku, dzięki temu dość ciężko było ją przegapić. Dość typowo zaczęło od łamania… Pocky? Każdy uczestnik dostawał z tacki pocky i niczym opłatkiem dzielił się z innymi. Nie zliczę ile razy dało się usłyszeć legendarne “nawzajem”. Pocky nie było jedną rzeczą, którą można było dostać w czasie wigilii. Organizatorzy przygotowali stół, na którym znajdowały się pierniczki - wcześniej dekorowane przez uczestników, makowiec, ciastka, mandarynki i barszcz z uszkami (niezbyt smaczny, ale liczy się gest). Świątecznego klimatu dodały “świąteczny kącik”, w którym stała choinka, a obok niej bardzo ładne wykonany kominek i różne wiszące ozdoby. Chociaż w wigilii udział wzięło sporo osób, to trwała ona bardzo krótko, co było trochę przykre. Każdy wrócił dość szybko do swoich wcześniejszych zajęć.

Tak więc “Czy uzyskano świąteczny klimat?”

I tak, i nie.

Świąteczny klimat był dość mocno widoczny, organizatorzy postarali się o to, aby ten Gakkon nie był Świąteczny jedynie z nazwy, jednak brakowało tam zaangażowania od uczestników, około 21 na korytarzach było już naprawdę drętwo. Mimo wielu atrakcji były momenty, w których zwyczajnie było nudno. Myślę, że ten problem wystąpił głównie przez małą ilość uczestników i wystawców. Nie skreśla to jednak Gakkonu jako konwentu w klimacie świątecznym, następnym razem przydałoby się troszeczkę inne podejście do tego tematu. Pozostaje liczyć na to, że następnym razem będzie lepiej!

~Taka

Powrót do relacji