Relacja - MiNiucon 2019

Powrót do relacji
image

Od 9 do 11 sierpnia Elektroniczne Zakłady Naukowe przy ulicy Braniborskiej we Wrocławiu po raz kolejny gościły w swoich murach fanów mangi i anime. Tym razem jednak impreza odbyła się pod niby tą samą a jednak inną nazwą - MiNiucon, czyli miniaturowy Niucon. Ale czy ze zmianą nazwy dostaliśmy też jakieś zmiany organizacyjne? 

Brak gigantycznego kolejkonu (bo ludzi nie było zbyt wiele), szybka i sprawna akredytacja, ale za to brak identyfikatorów - to moje pierwsze wrażenia, po wejściu do szkoły. Jako osobę, która notorycznie się gubi (i potrafi to zrobić nawet we własnym miasteczku, w którym mieszka od urodzenia), zabolał mnie trochę brak mapki przy rozpisce paneli. Co oczywiście nie znaczy, że takowej w ogóle nie było - plany konwentu rozwieszono na szafkach na jednym z pięter. A skoro o tym już mowa warto byłoby wspomnieć o rozmieszczeniu sal i atrakcji. Wystawców mogliśmy znaleźć na parterze oraz drugim piętrze, podczas gdy pierwsze pozostawało nieużywane. Sale panelowe również mieściły się na drugim, sleepy po raz kolejny rozlokowały się na salach gimnastycznych, a UltraStar (czyli darcie mordy do openingu Evangeliona) oczywiście tuż obok nich. Znowu zastanowił mnie wybór małej szatni obok pomieszczeń, gdzie ludzie chcą spać, na zlokalizowanie karaoke. 

(A propos UltraStara, mała dygresja, jako że spędziłam tam trochę czasu - zestaw oferowanych piosenek mógł zawieść niejednego bywalca, bo zabrakło openingu Króla Szamanów, Rasputina i jeszcze paru innych konwentowych szlagierów.)

Strefę gastronomiczną postanowiono umieścić na zewnątrz, co było dobrym pomysłem, patrząc na to, że pogoda dopisywała a zawsze miło jest posiedzieć sobie na świeżym powietrzu. Podobno miało to być miejsce dostępne dla wszystkich, nie tylko dla uczestników konwentu. Zrodziło to trochę śmieszną sytuację, bo przez pewien czas można było przemknąć niemal niezauważonym przez boczną furtkę boiska, a następnie bez żadnych przeszkód, czyli bez sprawdzania opasek, wejść do szkoły od strony gastro właśnie. 

Jeśli chodzi o panele i konkursy - znalazło się kilka ciekawych pozycji, ale gdy pytałam się ludzi o ich opinie często słyszałam zdanie, że nie ma na co iść. Chociaż narzekać pewnie nie mogli fani muzycznych wiedzówek, bo tych akurat było pod dostatkiem. Ogólnie powiedziałabym, że program nie odbiegał jakoś za bardzo od innych konwentów. Dodatkowo miło, że w planie oznaczone były atrakcje przygotowane w konwencji wydarzenia czyli “Japońskiego Czary Mary”.

Konkursu cosplay nie było - konwent był za mały na takie wydarzenie, ale po korytarzach przechadzało się trochę cosplayerów. Jako redakcję Gintamy-Polska interesowały nas oczywiście konkretne postacie i udało nam się znaleźć Gintokiego oraz Okitę w wersji z drugiego filmu. Pozdrawiamy ich gorąco i liczymy na spotkanie na kolejnych konwentach!

Wystawcy dopisali, to znaczy dostaliśmy wszystko, czego moglibyśmy się spodziewać po takim wydarzeniu - mangi, gry, breloczki i inne niezbędne do życia duperele oraz sporo artystów, sprzedających głównie naklejki, ale też printy czy oferujący możliwość zamówienia rysunków. 

Małe konwenty zazwyczaj są przyjemniejsze i ludzie na nich też zawsze jakoś wydają się bardziej przyjaźni. Pustki czasem biły w oczy, ale czy to właściwie coś złego? Szczególnie jeśli przypomni się ścisk, jaki potrafi panować na niektórych wydarzeniach, brak miejsc w sleepach i ludzi śpiących gdziekolwiek tylko znajdą kawałek wolnej podłogi. 

Podsumowując - było przyjemnie, ludzie też jakoś szczególnie nie narzekali. Ogólnie rzecz biorąc MiNiucon można zaszufladkować jako przeciętny, mały konwent.

Powrót do relacji