Relacja - Asucon 2018

Powrót do relacji

Chyba nic nie jest w stanie tak zebrać i zbliżyć do siebie tak wielu różnych, kolorowych i ciekawych osób jak konwent. Tym razem mieliśmy okazję spotkać się na Festiwalu Kultury Japońskiej Asucon organizowanym przez Śląski Klub Fantastyki!

22 i 23 września 2018 roku w Akademickim Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 2, na ul. Farna 5-7, 41-506 w Chorzowie odbyła się kolejna, 17 edycja tego konwentu. Poprzednie edycje tej imprezy pamiętam jeszcze z Katowic. Mój pierwszy konwent Asucon 2014 oraz to samo wydarzenie rok później wspominam tak ciepło, że na wieść, iż impreza znika, byłam bardzo zawiedziona, jak widać-niepotrzebnie! W 2017 Asucon z wielkim przytupem ponownie wrócił tym razem do Chorzowa, by znowu na cały weekend zamienić okoliczne ważne punkty w mieście, jak i środki transportu w kolorowe pokazy misternych cosplayów. Edycja 2018 pokazała nam, że od tej pory konwent nie próżnuje i stawia na ciągły rozwój - w tym roku udostępnione zostały kolejne części budynku. Tłoku nie było… ale czy to dobrze? Czy na konwencie w szkole powinno się odczuwać… pustkę?

Do tego pytania odwołam się jeszcze kilka razy, ale zacznijmy od początku!

Konwent rozpoczął się 22 września, w sobotę o godzinie 9 rano. Standardowo przy samym wejściu czekało na nas kilka stanowisk do odebrania bądź zakupu wejściówek, jednodniowych, jak i na cały okres trwania imprezy (z możliwością spania na terenie konwentu). Każdy z uczestników miał, w zależności właśnie od rodzaju wejściówki, opaskę na rękę z logiem imprezy, identyfikator z miejscem na „nick” oraz… wstążkę do przymocowania! O dziwo, po tym konwencie moja kolekcja smyczy nie powiększyła się, nad czym bardzo ubolewam. Co prawda media, organizatorzy oraz wystawcy byli zaopatrzeni w smycze jednak bez choćby symbolicznego nadruku informującego o tym, skąd ona pochodzi. Trochę szkoda, ale szczerze mówiąc, nie ma to zbyt wielkiego znaczenia. Tuż po akredytacji ruszyliśmy na conplace, który według zapewnień miał przemienić się na ten wrześniowy weekend w naprawdę magiczne miejsce. Niestety, poza kilkoma ozdobami w postaci pajęczyny na schodach czy charakterystycznego pola do Quidditcha widocznego z okien budynku, nie zauważyliśmy nic więcej. Widok ten nie napawał optymizmem, ale być może organizator spodziewał się wypełnić pustą przestrzeń uczestnikami. Moim zdaniem, jednym z największych problemów tego konwentu była masa niezagospodarowanego miejsca!  Zapewne, gdy ktoś rzuci hasłem „konwent w szkole”, na myśl przychodzą dobrze znane obrazki - zatłoczone korytarze, duchota, gorąc, ścisk, masa ludzi, stoisko koło stoiska, wystawca przy wystawcy, pod nogą zaplątany śpiwór z konwentowiczem w środku. Raczej nie są to zbyt pozytywne skojarzenia, więc logicznie rzecz biorąc im więcej przeciwieństw tym lepiej.

Otóż nie do końca. Szkoła autentycznie miejscami świeciła pustkami. Rozłóżmy to określenie na czynniki pierwsze.

Wystawcy, a raczej ich brak. Na trzy piętra oraz piwnicę, korytarze pierwszego i drugiego były przeznaczone dla wystawców. Oczywiście znalazły się przynajmniej ze dwa, trzy większe stoiska dla miłośników M&A, jedno potężne dla fanów gier, oraz parę dających możliwość zakosztowania słodkich przysmaków Azji w kolorowych pudełeczkach. Całą resztę w znacznej przewadze stanowili artyści. W ostateczności na tak dużą dysproporcję można by było przymknąć jeszcze oko, gdyby nie to, że organizacja chyba nie miała pomysłu jak wykorzystać przestrzeń, którą dysponowali. Stoliki z gadżetami były tak porozsiewane, że spokojnie to, co zastaliśmy na obu piętrach, można było zgrabnie pomieścić na jednym poziomie. Fakt faktem, było w czym wybierać. Przyznam bez bicia, że mimo pełnienia roli reporterki, nie byłam w stanie odmówić sobie tej przyjemności i zakupiłam kilka drobiazgów. Wyszłam z konwentu z lżejszym portfelem, ale i uśmiechem na twarzy niosąc ze sobą figurkę Yamazakiego Sagaru oraz kilka breloczków z Gintamy.
Kolejną rzeczą, jaka z pewnością budowała ogromne poczucie pustki, był ogrom Asuconowej szkoły. Teren, jaki został udostępniony, był naprawdę wielki. Sporo przestrzeni nie było w żaden sposób zagospodarowane - oprócz korytarzy i sal prelekcyjnych było również sporo białych plam w informatorze. Oczywiście, nie były możliwe do zwiedzenia dla ciekawskich oczu konwentowiczów, ale w sporej ilości stanowiły ciche przejścia do sleeproomów, schodów czy toalet. Trochę szkoda, bo puste sale z pewnością można było ciekawie zagospodarować (na przykład, rozstawić stoiska gastronomiczne, których właściwie w ogóle nie było). Poza bubble-tea między wystawcami, sklepikiem szkolnym i herbaciarnią (w której można było na chwilę przysiąść ) próżno było szukać takich miejsc. Samo miejsce, w którym odbywał się konwent, nie leżało w bezpośrednim sąsiedztwie z żadną galerią czy restauracją, będącą bez znajomości miasta na wyciągnięcie ręki.

Wydawać by się mogło, że na tak wielkiej powierzchni lada chwila zacznie tworzyć się mały bałagan, który w ostatnim dniu imprezy będzie ciężko opanować. Otóż, nie tym razem! Na terenie całego konwentu panował względny ład i porządek. Wierzcie bądź nie, ale naprawdę było to widać, co z pewnością świadczy o dobrej organizacji, ciężkiej pracy helperów, jak i kulturze i szacunku uczestników. Czasami trudno jest znaleźć konwent, na którym z toalet nie czuć przykrych zapachów, papier nie moczy się na podłodze, a w dozownikach jest mydło. Z pewnością podniosło to komfort na imprezie, jak i pozostawiło dobre wrażenie.
Zanim obwinię puste przestrzenie o wszystkie grzechy tego świata, trzeba lojalnie wspomnieć o jej dobrych stronach. Osoby korzystające ze sleepów bez wątpienia nie mogły narzekać - większa szkoła to więcej sal, a więcej sal to wygodne spanie. Media, goście i atrakcje miały własne salki, za to uczestnicy imprezy spokojnie mogli się rozłożyć w obszernej auli. Wchodząc do niej nie dość, że dało się odetchnąć pełną piersią, to jeszcze konwentowicze nie leżeli ściśnięci jak sardynki. Z tego, co zauważyłam, udało się nawet rozłożyć cosplaye. Obok nienagannej higieny był to z pewnością ogromny punkt Asuconu.

Oprócz pokojów użytkowych jak sleeproomy, szatnie, punkt medyczny, helproom, cospayroom czy fotostudio, Asucon posiadał również interaktywne pokoje przeznaczone do różnych atrakcji. Standardowo, uczestnicy wykorzystywali je do swoich artystycznych zmagań, albo grania w przeróżne tytuły dostarczone przez organizatorów. Takich salek było około 7, a reszta została rzucona na pastwę prelegentów. Impreza miała miejsce w szkole, więc trzeba było być przygotowanym na brak rzutnika, czy rolety w oknie. Aby wypełnić swój redaktorski (a także nerdowski) obowiązek, udałam się na kilka ciekawych paneli. Oczywiście, byłam przygotowana na klasyczne wtopy - wiadomo, każdego może pożreć stres, a na kłopoty techniczne nie ma mocnych. Jednak pierwszy raz zdarzyło mi się być na prelekcji, na którą prowadząca w ogóle nie przyszła! Nikt z tego powodu nie rozpaczał, atrakcja odbyła się, a poprowadzili ją sami zgromadzeni na miejscu ludzie, wymieniając obserwacje i wiedzę! Wspominam o tym, ponieważ udowadnia to ponownie, jaką siłę ma najważniejszy aspekt imprezy - ludzie. Pozytywne nastawienie uczestników, jak i prawdziwe zaangażowanie helperów oraz organizacji udzielało się chyba każdemu. Niemniej, najważniejsze i najbardziej spektakularne atrakcje odbywały się w specjalnie do tego przeznaczonej, głównej auli. Warto w końcu coś o niej napisać!

Pozwolę sobie wytypować trzy szczególne zdarzenia - moim zdaniem, każdy uczestnik powinien się nimi zainteresować by docenić pracę włożoną w ich przygotowanie. Wydarzenia te zaplanowane były jedno po drugim, dając nam w ten sposób kilka godzin nieprzerwanych atrakcji. Jako pierwszy, planowo o godzinie 16 w sobotę, miał się rozpocząć koncert wokalistów NanoKarrin. Jednak ze względu na problemy techniczne (które niestety nie chciały odpuścić do końca koncertu) rozpoczął się on aż z godzinnym opóźnieniem. Jak nie trudno się domyślić, spowodowało to przesunięcie czasowe kolejnych atrakcji. Przyznam uczciwie, że warto było czekać. Wokaliści zaprezentowali szeroki repertuar odnoszący się do animacji dalekowschodniej, jak i znanej nam od dziecka Disnejowskiej. Tak jak zapewniał nas informator-wszystko po polsku! Widać było, że w występ włożonych było wiele godzin prób, co docenili widzowie. Atmosfera na sali, mimo częstych problemów technicznych, była fenomenalna - szczegóły wtop zostawię dla siebie, ale jako osoba występująca scenicznie, mogę bez wątpienia powiedzieć, że świadczyły one o pewnych brakach po stronie techników. Ludzie bawili się równie dobrze, co sami wokaliści, niejeden raz śpiewając z nimi lub wspierając bardzo głośnymi aplauzami. Również zapowiedzi występów były szybkie i sprawne, by nadgonić stracony czas. Po koncercie zostało ogłoszonych 20 minut przerwy technicznej, które w ostateczności przedłużyło się do 50 i konkurs cosplay również ruszył z godzinną obsuwą.
Co zaskakujące, to wydarzenie pod względem technicznym i organizacyjnym zupełnie odbiegało od tego, co działo się na koncercie NanoKarin! Grupy medialne (odpowiedzialne za przekazanie później w wasze ręce materiałów zdjęciowych) za zgodą ochrony i organizatorów weszły jako pierwsze. Po ustawieniu sprzętu i dopięciu wszystkiego na ostatni guzik, zostali wpuszczeniu widzowie. Wraz z pierwszymi słowami prowadzącego ruszył również video stream, dzięki czemu nie tylko my mogliśmy podziwiać konkurs cosplay. Z pewnością było na co popatrzeć! Uczestnicy zaprezentowali naprawdę wysoki poziom, stroje niejeden raz zawierały elementy podświetlane, były misternie rzeźbione, no i oczywiście kropka w kropkę zgodne z refką! Same scenki były prawdziwym festiwalem kreatywności! Począwszy od zabawy konwencją, scenki były często samoświadome z OGROMNYM dystansem, występy tworzyły interakcję między widzem a osobą na scenie, nawiązywały one do tradycji i lokalnych żartów i w 100% oddano w nich klimat serii. Technicznie, jak już wspomniałam, konkurs poradził sobie znacznie lepiej od koncertu. Oświetlenie nie było losowe jak podczas występów wokalnych. Jedyny zarzut, jaki mogę mieć na ten temat to projektor, który wyświetlił nam niestety tylko jeden obraz (przeznaczony na wizerunek postaci docelowej), ale spokojnie i bez tego się obeszło. Oczywiście jak w przypadku koncertu, panelu i każdego innego wydarzenia klimat na sali był świetny.
Każdy zainteresowany wszedł do środka, a widownia żywo reagowała bądź komentowała występy. Po całym konkursie nastąpiła przerwa na naradę jury, po której zostały ogłoszone wyniki. Ostatnią z atrakcji, o jakiej chcę wspomnieć, były zawody Quidditcha, grze znanej z przygód młodego adepta sztuki magii, Harry’ego Pottera. Odbył się również godzinny panel mający na celu dokładne przybliżenie zasad tej gry, by następnego dnia z pełną świadomością spróbować swoich sił na przygotowanym wcześniej boisku. Sami niestety nie mieliśmy okazji wziąć udziału w tej zabawie. Wierzcie mi bądź nie, ale ciężko biega się w hakamie, a co dopiero ujeżdża miotłę! Zawody odbywały się w sobotę, jak i w niedzielę zapewne dlatego, że drugi dzień imprezy minął wszystkim na powolnym zbieraniu się i pakowaniu. Budynek szkolny, w którym impreza miała miejsce na noc od 22 do 7 rano, był zamknięty. Jednak za zgodą organizatorów pełnoletni uczestnicy za okazaniem dowodu osobistego mogli go opuścić. Mimo wszystko spora część uczestników postanowiła zostać, ponieważ do równej 14 następnego dnia, nawet w nocy ciągle coś się działo.

Konwent mogę uznać za udany. Dojazd i lokalizacja całkiem niezła (o ile ktoś zabrał ze sobą jedzenie), organizacyjnie był na wysokim poziomie, uczestnicy mimo godzin zamknięcia budynku więźniami nie byli, plan usiany był wydarzeniami, a główne atrakcje dopracowane. Helperzy (choć było ich niewielu) uwijali się jak mrówki, ochrona czuwała nad całą imprezą, a organizatorzy ciągle gdzieś się przewijali między uczestnikami. Zdecydowanie najgorzej wspominam pustkę i brak pomysłu na zagospodarowanie ogromnej przestrzeni. Bardzo możliwe, że ogrom miejsca gubił i rozpraszał ludzi optycznie - miałam wrażenie, że było nas naprawdę niewiele. Z pewnością jest to kwestia, która wymaga poprawy w kolejnej edycji. Asucon był relatywnie dobrą imprezą, na wysokim poziomie organizacyjnym. Mamy nadzieję, że za rok na imprezę przybędzie zarówno więcej helperów, uczestników jak i naszych Gintamowców.

~Shin

Powrót do relacji