Relacja - Wielki Bal Cosplay 2018

Powrót do relacji
image

W nocy z 15 na 16 września 2018 roku odbyła się kolejna edycja Wielkiego Balu Cosplayowego. Do Łodzi ponownie zjechali mniej lub bardziej znani polscy cosplayerzy, aby zaprezentować swoje starannie wykonane kreacje balowe i w błysku fleszy oddać się szampańskiej zabawie… a przynajmniej takie było założenie. Czy przedsięwzięcie faktycznie było udane? Czy stroje były ładne? Czy goście dobrze się bawili? Jaki to ma w ogóle związek z Gintamą? Przedstawiciele naszej ekipy pojawili się na tym magicznym wydarzeniu i w niniejszej relacji medialnej postaram się jak najwierniej opisać całe przedsięwzięcie.

Zanim zaczniemy, dobrze byłoby przynajmniej spróbować wyjaśnić, czym jest Wielki Bal Cosplayowy. Nie jest to zadanie łatwe, ponieważ impreza jest unikatowa i w całym polskim fandomie trudno znaleźć coś podobnego. Idea tego przedsięwzięcia zrodziła się w głowie jednej osoby i jest przez nią konsekwentnie realizowana. Głównym “targetem” od samego początku byli cosplayerzy, co ma zarówno swoje wady, jak i zalety. Ponadto, aby dostać zaproszenie na bal, nie wystarczył sam status cosplayera - równie ważne było spełnienie rygorystycznych wymagań. Otóż bal, w przeciwieństwie do zwyczajnego konwentu, nie był otwarty dla każdego gotowego zapłacić za wejściówkę - warunkiem koniecznym było zaprezentowanie się w stroju balowym bądź wieczorowym. Mając to wszystko na uwadze, możemy powoli tworzyć przed oczami obraz imprezy zamkniętej, elitarnej, która ze światem “zwykłych śmiertelników” scala się podczas przeglądania zdjęć i czytania relacji takich jak ta. Niezależnie od tego, kim jesteśmy i jakie uczucia żywimy do tego typu przedsięwzięć, możemy zgodzić się na jedno - uczestnicy w swoich strojach zrobili nieziemskie wrażenie, a całość wyglądała naprawdę niesamowicie.

Bal pod wieloma względami przypominał konwent, ale nie dajmy się zwieść - była to impreza o zupełnie innym charakterze, celu i sposobie prowadzenia. Ze względu na to w relacji tej zabraknie standardowego pastwienia się nad długimi kolejkonami i problemami z akredytacją - dworek Towarzystwa Kredytowego był otwarty dla uczestników już od godziny 14 tak, by każdy cosplayer mógł bez pośpiechu zrealizować sesje zdjęciowe z fotografami. Dobrym ruchem był przyjazd wcześniej - w końcu makijaż, przygotowanie kreacji, a ostatecznie całe przebieranie, zajmuje czas. Zgodnie z planem każdy uczestnik był zobowiązany do zakończenia przygotowań o godzinie 19:00 - to właśnie wtedy zaczynały się próby taneczne przed otwarciem. Organizatorka zadbała o to, aby każdy gość znał grafik, dlatego nie było problemu ze zgromadzeniem wszystkich na głównej sali o godzinie zero. Dosłownie kilkanaście minut później było już wiadomo, że ze względu na opóźnienia plan ulegnie zmianie.

Impreza, ze względu na swój charakter, nie oferowała tak wielu atrakcji, jak konwenty - w końcu chyba nikt z nas nie wyobraża sobie uczestników w ogromnych sukniach, siedzących grzecznie w ławkach na prelekcji albo grających w DDR. Zostały przygotowane aktywności przypominające nieco oczepiny na weselu. Próby zręcznościowe dla par, wybory Króla i Królowej balu, sprawdzian wiedzy ogólnej, randka w ciemno - wszystko to było dodatkowo przeplatane atrakcjami tanecznymi do muzyki zaproponowanej przez uczestników. W salce na niższym piętrze został przygotowany zestaw karaoke, a dla głodnych udostępniono salę, gdzie kucharz upitrasił poczęstunek rodem z serii o gotowaniu. Właściwie każda z aktywności balowych pozwalała na uzyskiwanie punktów, które potem odgrywały ogromne znacznie w wyborach Króla i Królowej. Ostatecznie okazało się, że na ten zaszczytny tytuł zasłużyła dwójka cosplayerów serii Mystic Messenger - Main Character oraz Saeyoung w kreacjach ślubnych. Dla redakcji Gintama Polska szczególnie ważna jest właśnie ta druga postać, odtworzona przez Dat Boi Cosplay. Artysta ten znany jest w naszych mediach z (między innym) bardzo wiernie oddanej kreacji Takasugiego Shinsuke, którą mieliśmy przyjemność spotkać na Magnificonie 2017. Nie możemy również zapomnieć, że z kolei na Animatsuri 2018 pojawił się w stroju głównego bohatera Gintamy – Sakaty Gintokiego.

image

Aby wiernie oddać, czym był Wielki Bal Cosplayowy 2018, należy skupić się na mniej widowiskowych, ale równie ważnych aspektach. Organizatorzy mieli do dyspozycji piękny dworek na wyłączność, ale czy udało im się przeprowadzić całą imprezę bez zgrzytów?

Mimo kontrowersji, jakie Bal z pewnością wywołuje, pojawiło się na nim stosunkowo dużo uczestników. Można zaryzykować stwierdzenie, że par było “pod korek”, w takiej sytuacji istniała obawa, że nie wszyscy zdołają pomieścić się na sali balowej. Organizacja była jednak na to przygotowana i dlatego po godzinie 19:00, tuż przed rozpoczęciem prób, sala została podzielona na tańczących i nie-tańczących. Nie chcę dywagować, czy był to dobry bądź zły ruch - ważne jest to, że decyzja ta odcisnęła piętno na całym balu. Osób tańczących było mniej - zdecydowało się na to zaledwie kilka par. Jak już wyżej zostało to opisane, atrakcje balowe stanowiły głównie aktywności dla Króla i Królowej oraz sesje taneczne. Z perspektywy osoby, która pojechała na bal z zamiarem nie-tańczenia, nie było dosłownie nic do roboty! Możliwość wyboru spowodowała, że uczestnicy skazali samych siebie na kilka godzin socialu przeplatanego z poczęstunkiem i sesjami zdjęciowymi. Nie trudno się dziwić, że część osób postanowiła “ulotnić się” jeszcze przed zakończeniem imprezy.

Atrakcje były świetnie prowadzone - Ewa Jarzyna (główna organizatorka) jest bardzo charyzmatyczną postacią, w związku z czym bez większego trudu zadbała o dobrą zabawę dla uczestników. Jedzenie było smaczne i zdaje się, że nawet trochę go zostało. Helperzy wywiązywali się ze swoich obowiązków. Impreza na pierwszy rzut oka nie stanowiła dużego wyzwania organizacyjnego, ale jak się później okazało, każdy szczegół miał znaczenie. Szczególnie widać to na przykładzie helperów, którzy nalewali uczestnikom napoje do kubków - dla jednych gest bez większego znaczenia, ale dawało to 100% pewności, że żaden z uczestników nie poplami sokiem swojej powstałej w pocie czoła kreacji. Takich “smaczków” było zdecydowanie więcej i nie sposób jest je wszystkie opisać.

Wielki Bal Cosplayowy skończył się około trzeciej w nocy. Uczestnicy zostali skierowani do Szkoły Podstawowej nr 36 w Łodzi, w której salach znajdowały się sleeproomy. Helperzy pomagali dostać się do niej, udzielając wskazówek dojazdu zmotoryzowanym oraz odwożąc pozostałych. Proces przebiegał naprawdę sprawnie, w związku z czym balowicze w komplecie udali się na spoczynek, a około 9 rano organizatorka powitała wszystkich ciepłymi napojami.

Mimo starań organizacji pojawiło się niestety kilka wpadek, które znacząco zaważyły na mojej ocenie całego przedsięwzięcia. Pierwsza rzecz, jaka rzuciła się w oczy to brak mydła w toaletach. Co ciekawe, papieru toaletowego i ręczników było pod dostatkiem, dlatego kwestia ta jest trochę niezrozumiała. O katastrofie higienicznej nie może być mowy - uczestnicy korzystali ze swoich własnych mydeł podróżnych. Mimo to kwestia z pewnością jest do poprawienia na kolejnym tego typu przedsięwzięciu.

Największym problemem WBC był osobliwy chaos związany z grafikiem. W rozmowach zasłyszanych na korytarzach pojawiał się obraz imprezy, która od godzin popołudniowych toczyła się jak śniegowa kula bez ścisłej kontroli. Jak wiadomo, każda zmiana wywołuje inną zmianę, w związku z tym zaczęły pojawiać się “obsuwy”. Słowo wstępne i tłumaczenie zasad przeciągnęły się, ponadto organizacja postanowiła wręczać dyplomy uczestnikom balu w czasie przewidzianym na próby taneczne. Decyzja ta była podyktowana prostą zasadą - lepiej zrobić to od razu, niż wręczać kartoniki półżywym osobom w środku nocy (bo pierwotny plan zakładał tę atrakcję o godzinie 2:00). W efekcie goście musieli przez ponad pół godziny stać w zatłoczonej sali i patrzeć, jak Ewa wyczytuje uczestnika po uczestniku i wręcza im dyplomy. Sytuacja ta jest z pewnością polem do poprawy.

Ostatnie niedociągnięcie to bardzo popularne przewinienie na konwentach, czyli zbytnia pobłażliwość dla osób palących. Tuż obok sali balowej znajdował się balkonik, na którym goście kopcili niczym Hijikata po przerwanym odwyku. Dym tytoniowy z łatwością rozprzestrzeniał się na uczestników, którzy mimowolnie stali się biernymi palaczami. W świecie, w którym nie do pomyślenia jest zapalenie papierosa na przystanku, na poczcie, w tramwaju czy (coraz częściej) w pracy, brak wyznaczonych stref dla palaczy jest co najmniej wpadką wizerunkową.

Wielki Bal Cosplayowy to naprawdę bardzo ciekawa inicjatywa. Mimo kilku wpadek ekipa Gintama Polska bawiła się wyśmienicie i z niecierpliwością oczekujemy podobnego wydarzenia. Podobnego, ponieważ podczas balu organizatorka zapowiedziała, że WBC 2018 był ostatnią edycją. Informacja ta może napawać smutkiem, bo była to bardzo dobra impreza, zorganizowana z rozmachem, mimo ograniczonego budżetu i zasobów. Na szczęście, chwilę później zostało zapowiedziane kolejne przedsięwzięcie zwane CosNight. Zdaniem organizatorki, tematyka zabawy będzie podobna, ale warunki uczestnictwa zostaną złagodzone - zniknie wymóg stroju balowego i dozwolone będą luźniejsze kreacje. O tym, jak impreza ostatecznie będzie wyglądać z pewnością dowiemy się już niebawem - jak tylko opadną emocje po balu, rozpocznie się długi proces tworzenia CosNightu.

Wielki Bal Cosplayowy dostaje ode mnie silne 7/10. Myślę, że zdania w fandomie mogą być podzielone tak, jak podzielona była sala balowa. Pisząc tę relację, starałem się znaleźć odpowiedź, czy alienacja części uczestników może być uznana za winę organizatorów. Ostatecznie doszedłem do wniosku, że nie - w końcu jak można w ogóle nie tańczyć na imprezie, w której nazwie znajduje się słowo “bal”? Starając się podejść do tematu, jak najbardziej obiektywnie uznałem, że Ewa jedynie dała wybór swoim gościom - to, że zdecydowali się na nudę, było ich świadomą decyzją. Jeśli ktoś z naszych drogich czytelników ma odmienne zdanie, gorąco zachęcam do wyrażenia go. Jako cosplayer, ale przede wszystkim redaktor Gintama Polska obrałem sobie za cel wprowadzenie Gintamy na CosNight. Zmiana na “nowe” dla nas niezwykle korzystna - w Gintamie jest naprawdę niewiele strojów balowych, a luźniejszy format imprezy pozwali nam się lepiej przygotować. Uważam, że przedsięwzięcie to jest warte zaangażowania i aktywnego uczestnictwa - pokażmy Łodzi, że potrafimy się bawić!

Relację przygotowałem ja, Donald Zurump!


image

~rzx


Sprostowanie: Po opublikowaniu niniejszej relacji otrzymaliśmy informację od organizatora w sprawie braku mydła w toaletach. Otóż wszystko wskazuje na to, że za zapewnienie godziwych warunków higienicznych odpowiadał zarządca budynku i to jego należy winić za owe niedopatrzenia. Łazienki dla organizatorów były w pełni wyposażone, w związku z czym Ewa Jarzyna nie miała pojęcia o problemie. Redakcja Gintama Polska otrzymała zapewnienie, że organizacja podjęłaby odpowiednie kroki jeśli tylko sytuacja zostałaby zgłoszona.

Powrót do relacji