Relacja - Niucon 2018

Powrót do relacji

Ostatni wrocławski Niucon odbył się w dniach 10-12 sierpnia na Uniwersytecie Przyrodniczym. W przyszłym roku zostanie zorganizowana jeszcze ostatnia, mniejsza i pożegnalna edycja, mieszcząca się w szkole, co nie zmienia faktu, że tegoroczny Niucon był dla wielu ostatnim spotkaniem z tą imprezą.

Przed budynek Uniwersytetu, w którym dokonywało się akredytacji, dotarliśmy w momencie, gdy kolejki dla osób z opłaconym wejściem właściwie już nie było. Jeśli ktoś zamierzał kupić wejściówkę na miejscu, musiał odstać w kolejkonie mniej więcej godzinę. Czyli nie było tak źle.

Zaraz po odebraniu identyfikatorów przywitała nas Aleja Artystów, więc nie sposób było nie rzucić się w wir kupowania naklejek i przeglądania pięknych grafik oraz rękodzieła. Również gdy przeszliśmy do drugiego budynku, mieszczącego większych wystawców, było na czym oko zawiesić. Jak zwykle uczestnicy mieli do wyboru masę produktów, na które mogli wydać swoje pieniądze. Chociaż wydaje mi się, że wystawców było ich mniej niż podczas poprzedniej edycji. Zabrakło również stoisk oferujących wypróbowanie promarkerów czy tabletów graficznych, które w tamtym roku cieszyły się dużą popularnością. Za to na duży plus zasługuje sklepik konwentowy, gdzie za wygraną w konkursach walutę można było zaopatrzyć się w mangi, książki, komiksy, kubki czy inne gadżety. W porównaniu do innych konwentów, gdzie w niedzielę do wyboru zostają jedynie cztery mangi na krzyż, mnogość oferty na Niuconie naprawdę robiła wrażenie.

Zawieść można się było na ofercie gastronomicznej, bo chociaż wszyscy kochamy zupki chińskie, czasem warto zjeść coś zawierającego mniej glutaminianu sodu. Tutaj ratowała znajdująca się niedaleko galeria handlowa, a w niej restauracje i kawiarnie.

Każdy z uczestników na pewno znalazł przynajmniej kilka paneli, na które się udał. Sale, jak to sale wykładowe, wygodniejsze niż zwykłe klasy szkolne. Oczywiście bez problemów technicznych się nie obeszło (na jednym z komputerów dźwięk w plikach odtwarzał się dopiero od którejś sekundy), ale helperzy czuwali i przy każdym komputerze był adres, pod który można było zgłaszać awarie.

Teraz pora na tradycyjne podziękowania, dla wszystkich, którzy wzięli udział w gintamowych atrakcjach - konkursie oraz prelekcji. Mam nadzieję, że bawiliście się dobrze i dowiedzieliście się czegoś nowego o naszej ulubionej serii.

Nie mogę się wypowiedzieć ani o sleepach (ponieważ tam nie spałam) ani o cosplayu (w czasie którego prowadziłam panel). Powiem za to o czymś ułatwiającym życie, a mianowicie o aplikacji mobilnej. Chociaż jej wykonanie pozostawiało nieco do życzenia (np. opisy atrakcji były ucięte lub nie zawsze się pokazywały), sama w sobie była genialnym pomysłem, a komunikaty - o cosplayu czy o rzeczach znalezionych - na pewno uratowały nie jednego.

Konwent w piątek i sobotę kończył się o 21. A nawet trochę wcześniej. Ludzie przenosili się do sleepa (albo baru czy domów i hoteli). Żal tych wielu nocnych godzin, które można by przeznaczyć na atrakcje, żal tych zmarnowanych godzin na ultrastarze. Zdaję sobie jednak sprawę, że wina w tak szybkim zamykaniu budynków leżała bardziej po stronie samego Uniwersytetu niż organizatorów. Mimo wszystko, brak jakichkolwiek nocnych atrakcji w szkole sleepowej raczej nie wpłynął pozytywnie na odbiór konwentu.

Wyjątkowo krótka relacja, bo i wyjątkowo mało mam do powiedzenia. Sam konwent również wydawał mi się mniejszy niż w latach poprzednich. Być może wpływ na to miało rozmieszczenie ludzi w trzech budynkach (sleep, akredytacja, wystawcy) oraz na zewnątrz.

Mimo pojawiających się każdego roku przeróżnych problemów, Niucony zawsze będę wspominać z nostalgią. Dobrze było po raz kolejny powrócić do budynków Uniwersytetu Przyrodniczego, ale cieszę się, że to był ostatni raz.

Powrót do relacji