Relacja - X-Mas Time 2017

Powrót do relacji
image

Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta…

Święta pod koniec listopada? Dlaczego nie? Umożliwił nam to wrocławski X-Mas Time, który odbył się w ostatni weekend listopada, w dniach 25-26 listopada, gdy przecież większość osób myślała już raczej o Andrzejkach niż Bożym Narodzeniu.

Miejscem konwentu była szkoła znana wszystkim uczestnikom Niuconu 2015 (mieścił się tam wtedy sleep), czyli Elektroniczne Zakłady Naukowe. Być może nie nadawałaby się na większe wydarzenie, jednak teraz spełniła swoje zadanie idealnie.

W przeciwieństwie do większości odbywających się obecnie konwentów, X-Mas Time postawił na kameralność, a nie wielkość. Nie uświadczyliśmy tam ani ogromu wystawców, ani dziesięciu sal z panelami czy konkursu cosplay. Mieliśmy za to dużo miejsca w sleepach i brak ludzi śpiących na korytarzu. Sale z planszówkami, konsolami czy Osu nie były przepełnione a przez całą noc można sobie było znaleźć zajęcie, jeśli nie poznając nowych ludzi to oglądając jeden z wyświetlanych pokazów. Podobno w pewnym momencie leciała nawet Gintama, niestety nie dane mi było zobaczyć tego na własne oczy.

Wybór paneli również był spory. Od tych o Yuri on Ice aż po tworzenie własnego języka czy życie Don Rosa. Oczywiście nie mogło zabraknąć dwóch godzin „Gintama to życie, Gintama to miłość”. Dziękuję wszystkim, którzy się pojawili, czy to na całość, czy tylko na parę minut. Zawsze dobrze Was widzieć i móc porozmawiać o Gintamie.

Tym razem Wrocław nie zawiódł tak jak podczas Niuconu i wśród konwentowiczów można było spotkać pewnego samuraja ze srebrną trwałą na głowie. Oczywiście przesyłamy uszanowanka i dziękujemy za rozsławianie naszego wspaniałego głównego bohatera.

Nawet nie wiem, na co miałabym narzekać. Jeśli jakiś panel nie miał się odbyć, informacje były rozwieszane w szkole. Dzięki pokazowi tresury psów miałam okazję pogłaskać pieseła rasy pieseł (!). Może jedyne czego zabrakło to mydło w łazience i brak jakiejś lepszej organizacji podczas dzielenia się Pocky. No i fakt, że informację o tym, że przyjęto mój panel dostałam dopiero w niedzielę przed konwentem, przez co tak naprawdę nie miałam czasu, by porządnie się przygotować.

Na pewno znajdą się tacy, którzy narzekać będą na brak książeczki z opisami atrakcji. Te dostępne były na stronie konwentu, co wcale nie jest takim złym wyjściem. Organizatorzy zaoszczędzili pieniądze, a ja miejsce w torebce.

X-Mas Time swoją kameralnością przypomina mi mój pierwszy konwent i być może dlatego, nawet jeśli miał większe minusy, nie potrafię ich znaleźć. Bawiłam się dobrze, bez żadnych nerwów, co jest miłą odmianą po ostatnich konwentach.

Po prostu było przyjemnie.

Powrót do relacji