Relacja - Niucon 2017

Powrót do relacji
image

Tegoroczna edycja konwentu odbyła się w dniach 11-13 sierpnia na terenie Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Uczestników już na wstępie przywitały dwie kolejki – jedna dla osób z opłaconą wejściówką i druga dla tych, którzy zamierzali zakupić ją na miejscu. Jako szczęśliwa (?) posiadaczka biletu, stanęłam na końcu pierwszego ogonka i już po jakiś czterdziestu minutach odebrałam swój identyfikator. To na pewno miła niespodzianka po tragicznych kolejkonach, w jakich przyszło nam stać dwa i trzy lata temu. Nie wiem do końca jak wyglądała sytuacja drugiej kolejki, która ruszyła się dopiero w momencie, gdy wszyscy z opłaconymi wejściówkami weszli do budynku.

Szczęście nie mogło trwać jednak długo. Ponieważ nie udało mi się zarezerwować miejsca w szkole noclegowej (co jest winą mojego nieogarnięcia i kupowania biletu w ostatniej chwili na telefonie), miałam ze sobą torbę z całym dobytkiem. Oczekiwałam, że skoro konwent został rozdzielony na dwa budynki, będzie można gdzieś zostawić swoje rzeczy. Srogo się zawiodłam. Niucon nie zapewnił żadnej przechowalni (chociaż szatnia na uniwersytecie jest, ale urządzono tam akredytację i informację), dlatego szczególnie w niedzielę można było zauważyć osoby chodzące z torbami lub plecakami. Czy naprawdę trudno było wygospodarować kawałek szatni? Czy nie wystarczyłaby kartka informująca, że ekipa Niuconu nie odpowiada za pozostawione tam rzeczy, a ludzie mieliby chociaż gdzie zostawić swój bagaż? Na te pytania odpowiedzcie sobie sami.

Pierwszym, co rzucało się w oczy po wejściu na teren konwentu była zapewne Aleja Artystów, czyli korytarz, wzdłuż którego swoje stoiska mieli wszelkiego rodzaju artyści. Kolekcjonerzy naklejek, plakatów, czy chcący zamówić rysunek mieli w czym wybierać. Nawet fan Gintamy mógł znaleźć coś dla siebie, a to ze względu na Sakki i jej plakat z Yorozuyą. Gorąco polecamy tą artystkę i prosimy, by w przyszłości powiększyła swój asortyment o kolejne rzeczy z Gintamy.

Wystawców, jak to na konwentach, sporo, a różnych gadżetów i jedzenia tyle, że wróciłam z pustym portfelem. Ci, którzy odwiedzają takie imprezy na pewno znają stoisko, które oferuje masę przeróżnych gadżetów z anime, od breloczków przez długopisy i maski do koszulek i figurek. Można tam zakupić również zestawy-niespodzianki, czyli torby z rzeczami z jednej serii. Ceny za taki pakunek wahają się nawet do stu złotych. Na pewno sporo z Was zastanawia się, czy warto kupić taki zestaw. By odpowiedzieć na to dręcząc mnie od jakiegoś czasu pytanie kupiłam torbę z Gintamy za pięćdziesiąt złotych. W środku znalazłam kosmetyczkę, plakaty i dwa breloczki. Ich łączna wartość na pewno przekracza cenę pakunku, więc z czystym sumieniem mogę polecić Wam kupowanie tych zestawów-niespodzianek.

Mam w zwyczaju krążyć po konwentach, polując na gintamowych cosplayerów i tym razem nieprzyjemnie się zawiodłam. Nie znalazłam nikogo. Pocieszała mnie jedynie myśl, że w ogóle nie widziałam tak wielu cosplayerów, jak spodziewałam się spotkać. I to nie tylko ja narzekałam na brak przebierańców. Również fotostudio świeciło pustką, jednak tu przyczyna mogła być nieco inna – znajdowało się ono na odosobnieniu i dojście do niego było słabo oznaczone.

Panel, tradycyjnie już nazwany „Gintama to życie, Gintama to miłość” odbył się w niedzielę o godzinie ósmej rano. Pora dość niefortunna, szczególnie, jeśli nie nocujesz w sleepie, a na drugim końcu Wrocławia i jedyny autobus odjeżdża o siódmej. To jeszcze jednak dało się przeżyć. Sala panelowa była zamknięta i jeśli sama nie pofatygowałabym się po kogoś z organizacji, by łaskawie otworzył drzwi, musiałabym pewnie prowadzić panel na korytarzu. Zapewniono mnie również, że na komputerze w sali jest internet, ale oczywiście go nie było. Prawdopodobnie ktoś wylogował się z sieci, z którą komputer łączy się automatycznie. Ale po co? Tego chyba nikt nie wie. Na szczęście problem z internetem rozwiązałam sama i mimo braku współpracy ze strony Dysku Google panel został przeprowadzony i mam tylko nadzieję, że podobał się uczestnikom, którym serdecznie dziękuję za przybycie. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się takiej frekwencji, bo nie wiem czy mi by się chciało wstawać tak wcześnie w niedzielę, gdybym nie musiała. W każdym razie, jeszcze raz dziękuję.

Mogłabym pewnie ponarzekać jeszcze na coś, ale po co. Widać, że Niucon postarał się, by było lepiej niż w latach poprzednich, ale mimo to wciąż jest sporo do zrobienia. Miejmy nadzieję, że następna edycja przyniesie kolejne dobre zmiany oraz że pojawią się w końcu gintamowi cosplayerzy.

Powrót do relacji