Relacja - Animecon Halloween 2017

Powrót do relacji
image

Anime24 po raz pierwszy zabrało się za organizację konwentu i trzeba im przyznać, że podeszli do tematu bardzo ambitnie. Nawiązali współpracę między innymi z Crunchyrollem, IGN, Fotoconem czy najbardziej profesjonalnym serwisem w sieci, Gintamą.pl. Można by powiedzieć, że chcieli dobrze, a wyszło… jak zwykle.

Pierwszym, co dało ludziom powody do niezadowolenia, było długie zwlekanie z podaniem dokładnego miejsca wydarzenia. Poznań może nie jest największym z miast, ale na pewno jest w ścisłej czołówce, więc osoby, które preferują spanie w hotelu niż w sleep roomie, wolały wiedzieć wcześniej, gdzie powinny zarezerwować nocleg. Docelowo konwent miał się odbyć w szkole na osiedlu Wichrowe Wzgórze, a informację o tym podano 3 października. Natomiast 12 października okazało się, że konwent odbędzie się jednak na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich, znanych wszystkim z Pyrkonu czy PGA. Jednych ta wiadomość uradowała, innych mocno zdenerwowała. Dla przyjezdnych był to na pewno lepszy wybór, MTP są zaraz przy dworcu, a Wichrowe Wzgórze – ok. 25 minut jazdy tramwajem. Tylko czy na pewno była to dobra zmiana?

Animecon mocno stawiał na swoją halloweenową konwencję i niestety w przestronnych halach Targów w ogóle nie było tego czuć. Poza tym konwent rozbito na dwie hale – nr 1, gdzie mieścił się sleep i sale panelowe oraz nr 3 z wystawcami, mainem i pozostałymi atrakcjami. Niestety są one od siebie dość oddalone, a pogoda nie zachęcała do spacerów na świeżym powietrzu. Dlatego też ze wstydem muszę się przyznać, że nie byłam na ani jednym panelu. Oczywiście oprócz tego mojego, ale o tym za chwilę.

Konwent miał zacząć się w piątek o godzinie 23. Równo tydzień wcześniej, to jest 20 października, otrzymałam maila z zapytaniem, czy pasowałoby mi, by moje atrakcje odbyły się wcześniej, ponieważ organizatorzy planują rozpocząć wydarzenie jednak o 20. W niedzielę otrzymaliśmy próbny plan atrakcji. Natomiast uczestnicy o zmianie godziny dowiedzieli się zaledwie dwa lub trzy dni przed konwentem. Państwo Organizatorzy, tak się nie robi!

Na teren targów wpadłam jakoś za piętnaście dwudziesta, szybko przemknęłam obok kolejki i powiedziawszy, że jestem na liście medialnej, otrzymałam swoją opaskę, identyfikator, tabelkę z rozpiską atrakcji i książeczkę z ich opisami. Nie było jednak innej, nie mniej ważnej rzeczy – mapki. Ta została opublikowana dopiero następnego dnia rano.

Uczynny ktoś na hulajnodze zaprowadził mnie do hali nr 1 i dopiero wtedy zaczęły się prawdziwe problemy. Okazało się bowiem, że sale nie są nawet ponazywane. Jedyne, co się w nich znajdowało to biurka i krzesła. I to tyle, bo prawdę mówiąc, nawet drzwi nie było. Dodatkowo, od sleepa nie oddzielało je praktycznie nic. Oznacza to, że panele nie mogły trwać całą noc, bo przeszkadzałyby śpiącym osobom, z drugiej strony hałas ze sleepa, utrudniał życie i prelegentom, i uczestnikom.

Wracając do mojej opowieści – gdy w końcu pojawili się ludzie odpowiedzialni za nazywanie sal, minęła już dwudziesta, czyli godzina, o której miałam zacząć panel. W tym momencie chciałam pogratulować sobie z przeszłości, która zdecydowała po raz pierwszy w życiu przynieść na konwent swój własny laptop. Dzięki temu mogłam chociaż zacząć coś opowiadać w czasie, gdy monterzy podłączali prąd (bo nawet to nie było zrobione wcześniej). Dostarczono oraz podłączono mi telewizor i dopiero wtedy, z 20-30 minutowym opóźnieniem mogłam rozpocząć panel, a zaraz po nim, po krótkiej przerwie, wiedzówkę. Konkurs jak to konkurs, zawsze powinien kończyć się przyznaniem nagród. A tych niestety nie było. Ani nikt ich nie dostarczył, ani nie powiedziano mi wcześniej, że powinnam się po nie zgłosić. Po skontaktowaniu się z jednym z organizatorów okazało się, że punktów po prostu jeszcze nie ma, będą dopiero następnego dnia.

Nadszedł czas na tradycyjne podziękowania za udział w prowadzonym przeze mnie atrakcjach. Dziękuję więc wszystkim, którym udało się odnaleźć salę „Widmo” i dotarli na panel. Mam nadzieję, że się podobało. Dziękuję szczególnie tym, którzy zostali potem na wiedzówkę i próbowali sprostać pytaniom. A przyznam szczerze, że więcej było tych trudnych niż łatwych. Dlatego przesyłam gorące pozdrowienia i wyrazy szacunku zwycięzcom z ‚Grupy Pierwszej’.

To tyle, jeśli chodzi o moje przygody w hali nr 1. Wróciłam tam jeszcze tylko dwa razy, by rozdać punkty – i tu przepraszam zdobywców drugiego miejsca, bo nie mogłam Was znaleźć. Resztę konwentu spędziłam w hali nr 3, kręcąc się przy wystawcach, siedząc przed główną sceną czy pijąc piwo. Ta ostatnia kwestia zasługuje na podziękowania. Cieszę się, że Organizatorzy skorzystali z tego, że na terenie Targów można pić alkohol i udostępnili uczestnikom taką opcję. Jeśli miałabym mieć jakieś zastrzeżenie to to, że sprzedający nie sprawdzali dokumentów. I teraz nie wiem, czy to dlatego że ja i moi znajomi wyglądamy tak staro, czy rzeczywiście w ogóle ich nie sprawdzano.

Jeśli chodzi o to, co działo się na mainie, wzięłam udział w dwóch panelach oraz oglądałam konkurs cosplay i pokaz przecinania maty mieczem. Gdy siedziałam w ostatnim rzędzie, ledwo słyszałam prelegentkę. Natomiast nagłośnienie podczas cosplayu było podobno tak dobre, że przeszkadzało ludziom spędzającym czas na panelach w tej samej hali. Co do samego konkursu nie mam raczej żadnych zastrzeżeń. Stroje i scenki trzymały poziom, nie było ani żenująco słabych, ale nie było też żadnych, która rzuciłyby widownię na kolana. Nie było więc świetnie, było po prostu dobrze.

Jeśli chodzi o wystawców, moją pierwszą myślą, gdy weszłam do hali, było: „Ale ich mało”. I nie jest to prawda, a jedynie wrażenie, jakie robi na ludziach ogrom przestrzeni MTP. Szczególnie gdy wciąż ma się w pamięci pyrkonowe tłumy. Było sporo artystów i sklepów znanych z innych konwentów, można było coś zjeść i się napić, więc każdy na pewno znalazł coś dla siebie.

Zawsze na konwenty jeżdżę z misją polowania na gintamowych cosplayerów i tym razem wróciłam do domu zawiedziona. Nie spotkałam nikogo. Jeśli ktoś był, to widać chodził całkiem innymi ścieżkami lub specjalnie się przede mną chował. I trochę mi smutno z tego powodu, bo zawsze miło jest przytulić takiego Gintokiego czy Kagurcię.

Zbliżając się do końca relacji, chciałam jeszcze na chwilę wrócić do kwestii związanej z miejscem konwentu. Moim zdaniem w tym przypadku szkoła byłaby lepszym wyborem. Organizatorzy łatwiej mogliby zachować klimat Halloween, o którym tak wiele mówiono. A także wydaje mi się, że organizacyjnie nie posypało by się tak bardzo. Nie byłoby możliwości, by o godzinie rozpoczęcia atrakcji dopiero podłączano prąd. Byłby również mniejszy teren do ogarnięcia i sale panelowe byłyby znacznie lepsze. Targi MTP oczywiście mają swoje plusy, ale przecież nawet Pyrkon zaczynał swoją karierę od zwykłej szkoły. Nie można się rzucać od razu na największego bossa, jeśli wcześniej nie pokonało się tych mniejszych. Dlatego być może lepiej by było zorganizować pierwszą edycję w szkole, nabrać trochę doświadczenia, a dopiero kolejne przenieść na większe hale Targów.

Opinie o konwencie są różne. Ludzie z którymi rozmawiałam, a którzy w jakiś sposób mieli bliższy kontakt z organizatorami, narzekali. Natomiast ze strony zwykłych uczestników często płyną pochwały i zapewnienia o tym, jak dobrze się bawili.

Czy mi się podobało? Szczerze? Tak. Pomimo tych moich wszystkich problemów uważam Animecon Halloween za udany. Jest to głównie zasługa ludzi i atmosfery. Mam jedynie nadzieję, że Organizatorzy wyciągną naukę z własnych błędów i kolejna edycja będzie bardziej dopracowana. Trzymam kciuki i do zobaczenia za rok.

Powrót do relacji