Relacja - Aishiteru 2018

Powrót do relacji
image

24 lutego przywitał nas mroźny, lecz słoneczny poranek. A dokładniej mówiąc niemal południe, bo właśnie o tej godzinie wygrzebaliśmy się z łóżek i dotarliśmy na konwent. Już na starcie wejście do szkoły, w której odbywało się wydarzenie, omal nie przerosło naszych możliwości. Poprawną drogę pozwoliły nam odnaleźć strzałki oraz wspólne poszukiwania razem z innymi uczestnikami konwentu. Wspominając lokalizację trzeba przyznać, że szkoła znajdująca się kilka minut drogi od budynku Dworca Głównego we Wrocławiu to ogromny plus, który oszczędził kupowania biletów na komunikację wielu osobom. Po kolejkonie nie było śladu, akredytacja przebiegła szybko i tak oto wessał nas tłum ludzi znajdujący się wewnątrz.

Ponieważ 2 tygodnie wcześniej we Wrocławiu odbywał się inny konwent nie spodziewaliśmy się takiego ścisku. Możliwe, że nie było aż tylu osób, jednak trudno było się poruszać ze względu na wąskie korytarze szkoły. Jakoś dotarliśmy do sleepu dla mediów odkrywając, że nie ma już dla nas tam miejsca. Po sprawdzeniu sąsiednich, zapchanych sleepów i korytarzy stwierdziliśmy, że to miejsce jednak się znajdzie po małej rewolucji ławkowej. Cóż, trzeba sobie radzić. Po konkursie cosplay pusty main miał się stać sleepem, jednak i on wieczorem szybko zapełnił się ludźmi

Po tym przydługim wstępie przejdę do opisu samego wydarzenia. Aishiteru, jako konwent mały i średnio znany nie budził wielkich oczekiwań co do atrakcji. W rzeczy samej, nie było przesadnie wielu paneli, jednak w ciągu tych dwóch dni raczej każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Ze względu na temat przewodni – miłość (♥) - większość atrakcji próbowała tematyką przynajmniej w małym stopniu poruszyć temat romantycznych uczuć. Pełen miłości (przynajmniej planowo) LARP, „Speed Dating”, „Warsztaty Czekoladek”, „Quizówka dla par” i podobne – twórcy atrakcji postarali się przygotować jak najwięcej rozgrzewających serduszko rzeczy. Same panele tematy miały przeróżne, od wiedzówek, przez dotyczące historii, kultury i języków aż po skupiające się na najpopularniejszych anime. Oprócz tego ultrastar, konsolówki i planszówki. Różnorodność to rzecz, którą każdy dobry konwent mieć powinien i ten raczej tę cechę posiadał. W tym miejscu należy wspomnieć o Meido Cafe, która była obsługiwana przez przebrane dziewczyny, uwijające się wśród dzikiego tłumu, który tam siedział. Przez to trzeba było czasem poczekać na jedzenie, ale perspektywa wypełnienia żołądków była zbyt kusząca. Później dotarł pan z makaronem, który niewątpliwie ratował życia. Problem niestety znowu był z miejscem – znajdował się w rogu ciasnego korytarza i zawsze przy nim panował okropny ścisk. W nocy z kolei, kiedy Meido Cafe było zamknięte, a z budynku nie dało się wyjść, działał typowo szkolny automat z przekąskami i napojami. Dało się żyć.

Przejdę zatem do najpopularniejszej części każdego konwentu. Konkurs Cosplay przyciągnął do niedużej sali gimnastycznej sporą część uczestników konwentu. Jak należałoby się spodziewać – tłum ludzi nagle wtargnął do mainu, budząc spory sprzeciw organizatorów. Szybko zostaliśmy wyrzuceni na korytarz z powodu konieczności przeprowadzenia kolejnych przygotowań do konkursu. No cóż, spóźnienie tego wydarzenia to raczej norma na konwentach. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie problem z tłumem (no kto by się spodziewał!) w korytarzu przed salą gimnastyczną. Masa ludzi stłoczonych, ściśniętych do siebie jak przeciętnym autobusie o 8 rano zaczynała tracić powietrze. Nikomu (chyba?) nic się nie stało, jednak uwolnienie w końcu z tego miejsca było sporą ulgą. Poza tym nieprzyjemnym zdarzeniem organizacja dała radę mieszcząc wszystkich zainteresowanych przed sceną, organizując przejście dla medyków i dbając o odpowiednie oświetlenie i muzykę przy konkursie. Trzeba zwrócić uwagę na jeden niefortunny szczegół. VIPy, z racji swojego drogiego biletu dostały miękkie materace zaraz przed sceną (a niech mają, zapłacili za to). Rzecz w tym, że znajdowali się przez to odrobinę wyżej niż cała reszta ludzi zasłaniając im sporą część cosplayerów. Z pewnością dało się to rozwiązać lepiej. Sam konkurs był całkiem w porządku, stroje prezentowały wysoki poziom (jak dla mnie - laika, przyznaję) i ogółem bawiliśmy się dobrze. Przed ogłoszeniem wyników jakoś spontanicznie cała sala, razem z cosplayerami zaczęła tańczyć makarenę i podobne rzeczy co wyglądało bardzo zabawnie (i trochę cringy XD). Ogólnie całość konkursu wypadła bardzo pozytywnie.

W tym miejscu muszę nadmienić, że pojechaliśmy jako ekipa Gintama.pl i nasza nieoceniona Kamisa przeprowadziła panel o Gintamie, z oszałamiającą liczbą słuchaczy – czterech. W tym skromnym gronie miło spędziliśmy czas przy Najlepszym Anime™. Zaczęliśmy również przygotowania do małego projektu naszej strony, o którym więcej będziemy pisać niedługo! Nasza ekipa wygrała Shounenową Wiedzówkę, czym nie omieszkam się pochwalić, jako dumny redaktor Najlepszego Anime™.

Nieco już było wcześniej o organizacji – teraz dopowiem, że grupa robiąca konwent starała się jak mogła, żeby wszystko było jak najlepiej „ogarnięte”. Sprawdzanie przez helperów co jakiś czas opasek na rękach, częste wyrzucanie śmieci, zaglądanie do sal panelowych, czy wszystko odbywa się w porządku – ekipa organizatorów poradziła sobie z problemami, jakie miał ten konwent przed rozpoczęciem. Daję im duży plus za to. Z kolei minusem było brak punktów konwentowych a za wygranie konkursów i wiedzówek oraz drugie miejsce otrzymywało się tylko przypinkę lub podkładkę pod mysz. Bieda, panie, bieda. Trudno się mówi, nie pojechaliśmy tam zarobić, trzeba było jechać na IEM jak ktoś chciał rzeczy za darmo.

Podsumowując, konwent uważam za udany – z pewnością porównując do braku jakichkolwiek oczekiwań okazał się całkiem w porządku. Jeśli kolejna edycja ma wyglądać podobnie można dać mu szansę i przyjechać również za rok. Nasza ekipa raczej na pewno się pojawi!

Powrót do relacji